MIŁOŚĆ FUNDAMENTEM ŻYCIA…
W malowniczym Izabelinie na skraju Puszczy Kampinoskiej znajduje się Parafia św. Franciszka z Asyżu. Przez czternaście lat budował ją wspólnie z wiernymi i Siostrami Franciszkankami Służebnicami Krzyża uśmiechnięty i skromny, pełen ewangelicznej miłości ks. Aleksander Fedorowicz. Choć od śmierci pierwszego Proboszcza minęło ponad pół wieku nadal czuć Jego duchową obecność w Izabelinie. Każdego miesiąca parafianie modlą się o rychłą beatyfikację swojego duchowego opiekuna, a przy grobie kapłana wypraszają kolejne łaski i ciche cuda.
– Bogu dziękuję, że w tej rodzinie przyszedłem na świat, i że Tato i Mama dali mi życie i wychowanie. Byłem i jestem szczęśliwy. Zawdzięczam to Rodzicom… – tak po latach ks. Aleksander Fedorowicz wspominał swój rodzinny dom w Klebanówce na Podolu (Kresy Wschodnie). Urodził się tam 16 czerwca 1914 r. jako przedostatnie z dziewięciorga dzieci Aleksandra i Zofii z Kraińskich. Wśród wielu czynników jakie wpływały od dzieciństwa na małego chłopca – przyszłego kapłana – znaczenie miała piękna, otaczająca go przyroda, która była naturalnym środowiskiem zabaw, spacerów i wypoczynku. Bardziej jednak niż przyroda każdego człowieka kształtują kontakty z innymi ludźmi. W życiu Fedorowiczów rodzinna miłość nie była jedynie familijnym ciepłem czy serdecznością, ale zawierała w sobie jasny i egzystencjonalny przekaz mądrości dotyczący przede wszystkim Pana Boga, ale także świata, sensu życia i ludzi.

Ali – bo tak nazywano go już w dzieciństwie – był najgrzeczniejszy
z rodzeństwa. Cichy i uśmiechnięty. Służba bardzo go lubiła. Niektórzy mówili, że zostanie księdzem, a może nawet biskupem… Początkowo uczył się w domu. We wrześniu 1926 r. rozpoczął naukę w II klasie gimnazjum im. Jana Długosza we Lwowie. Uczył się dobrze, choć nie błyskotliwie. Był pracowity i solidny. W czasie nauki w gimnazjum po raz pierwszy w jego życiu pojawiła się możliwość codziennego uczestnictwa w Mszy Świętej. – Eucharystia to powinien być wasz specjalny sakrament. Bo Eucharystia stanowi o jedności. Obojętne, gdzie się będzie na Mszy św. i u Komunii św. – jednoczy nas wszystkich Chrystus – napisał
w późniejszych rozważaniach.
W 1933 r. zdał maturę i rozpoczął studia na Wydziale Filozoficznym Uniwersytetu Jana Kazimierza. Dwa lata później wstąpił do seminarium duchownego we Lwowie, gdzie podjął naukę na Wydziale Teologicznym. Formacja duchowa w seminarium oparta była przede wszystkim na modlitwie, konferencjach i kierownictwie duchowym. Seminaryjni koledzy, określając duchowy rys Aleksandra, mówią, że był to „mąż modlitwy”. Jego wzrost duchowy wypływał z głębokiej relacji z Panem Bogiem – codziennej Eucharystii, wierności modlitwie i adoracji Najświętszego Sakramentu. Niestety, kilkakrotne nawroty choroby płuc i pobyty w sanatoriach były przyczyną przerwania studiów w 1938 r. Po
wybuchu II wojny światowej, przebywając u rodziny, kontynuował studia prywatnie pod kierunkiem ks. Kazimierza Kowalskiego, późniejszego biskupa pelplińskiego, przedwojennego rektora seminarium w Poznaniu.

15 listopada 1942 r. otrzymał święcenia kapłańskie z rąk ks. abpa. Bolesława Twardowskiego w kościele Karmelitanek Bosych we Lwowie. Mszę św. prymicyjną odprawił w tym samym mieście w kościele św. Łazarza. Po święceniach pomagał w pracy duszpasterskiej w Lipinkach pod Gorlicami, a od 1943 r. przez blisko dwa lata prowadził duszpasterstwo we wsi Tywonia, w kaplicy należącej do parafii w Jarosławiu. Tam też rozpoczął pisanie swojej pracy magisterskiej dotyczącej zagadnienia osoby w „Summie teologicznej” św. Tomasza. Obronił ją kilka lat później uzyskując tytuł magistra na Wydziale Teologicznym Uniwersytetu Warszawskiego.
Na zaproszenie ks. Władysława Korniłowicza, kierownika duchowego Dzieła Niewidomych w Laskach i Zgromadzenia Sióstr Franciszkanek Służebnic Krzyża 18 kwietnia 1945 r. przeniósł się na stałe do Lasek pod Warszawą i włączył w dzieło błogosławionej już dzisiaj Matki Elżbiety Róży Czackiej. Pomagał w pracy choremu już wówczas ks. Korniłowiczowi aż do jego śmierci w 1946 r. Był to czas także znacznego pogorszenia zdrowia ks. Aleksandra. Kilka miesięcy musiał spędzić w sanatorium w Otwocku i w Zakopanem. W Tatrach w grudniu 1947 r. przeszedł operację torakoplastyki – uważaną wówczas za jedną z najbardziej poważnych operacji płucnych. Po rekonwalescencji powrócił wiosną 1948 r. do Lasek, gdzie pracował jako kapelan i nauczyciel w szkole dla niewidomych.
28 czerwca 1951 r. otrzymał nominację na proboszcza erygowanej wkrótce potem (5 lipca 1951 r.) parafii Izabelin – Laski. Wszystko rozpoczęło się od wizyty u ówczesnego Prymasa Polski – ks. kardynała Stefana Wyszyńskiego, który zaprosił do siebie kilku księży – w tym braci księży: Aleksandra i Tadeusza Fedorowiczów. Zakomunikował, że chce utworzyć nową parafię na skraju Puszczy, gdyż tamtejsi mieszkańcy mają daleko do najbliższych kościołów. Prymas Wyszyński pytał, kto zgodziłby się zostać proboszczem nowej parafii. – Chyba ja, ojcze… – odezwał się ks. Ali. Podobnie zareagował w dzieciństwie. Na pytanie matki – czy któryś z synów zostanie księdzem, wysunął się przed starszych braci i powiedział: – Chyba ja, mamo…
Praca w Izabelinie była trudna. Parafianie odwiedzali najbliższy Kościół w Laskach głównie przy okazji świąt. Pomimo to ks. Ali chwalił polską pobożność. Chciał rozbudzić w ludziach duchowość. Pomóc im nawiązać bliską relację z Panem Jezusem i pomóc zrozumieć czym jest Msza Święta. Organizował życie religijne, społeczne, był inicjatorem ruchu trzeźwości. Spotykał się z wiernymi odwiedzając ich w domu, wpierając zarówno duchowo jak i materialnie, troszczył się o samotnych, cierpiących – nie tylko fizycznie, ale także wewnętrznie – z powodu ludzkich ułomności i grzechów. Wiele par żyjących w tzw. „wolnych związkach” dzięki modlitwie i wsparciu ks. Aleksandra zawarło sakramentalny związek małżeński. Dbając także o rozwój intelektualnych swoich ukochanych „owiec” przygotowywał wieczorki poezji, ciekawe pogadanki z różnych dziedzin. Zainicjował również dni skupienia dla dziewcząt oraz zamknięte rekolekcje dla chorych, którzy byli mu niezwykle bliscy. Sam naznaczony wieloletnią, wyniszczającą chorobą wiele czasu spędzał w szpitalu skąd pisał listy do Apostolstwa Chorych podkreślając ogromną wartość właściwie przeżywanego cierpienia.
Żył skromnie kochając Pana Boga i otaczających go ludzi. Do dzisiaj starsze parafianki wspominają, jak z żalem patrzyły na schodzone i wytarte buty proboszcza. – Złożyłyśmy się i kupiłyśmy mu nowe na imieniny. Minęła jedna niedziela, druga, trzecia… Proboszcz nadal w tych samych. Idziemy i pytamy czemu nie założył nowych? “Oddałem – powiedział cicho. Temu, kto bardziej ich potrzebował…” – to tylko niektóre z wielu historii opowiadanych przez świadków życia ks. Alego. – Przyjechaliśmy tu z Podlasia za pracą. Nie mieliśmy grosza przy duszy, a chcieliśmy wziąć ślub – wspomina pani Janka. “To nie o pieniądze chodzi, a o sakrament” – powiedział proboszcz i pobłogosławił nasze małżeństwo – mówi. Pomagał wielodzietnym rodzinom. W kronice parafialnej poczytać można o systematycznych zbiórkach warzyw, owoców czy innych darów, które przekazywane były dla najbardziej potrzebujących.
Przede wszystkim jednak proboszcz z troską tłumaczył wiernym czym jest liturgia i ofiara Chrystusa. Miłością i cierpliwością zbliżał do Pana Boga. – Kiedy idziecie na Mszę Św. to zawsze pamiętajcie, że idziecie stanąć przed Bogiem (…). Msza św. to nie jest jeszcze jedna forma pobożności, ale to nasze włączenie się w to, co się dzieje między Chrystusem a Bogiem, włączenie w Kościół… Szczególnym nabożeństwem darzył nasz proboszcz Maryję w Jasnogórskiej Ikonie. Wielokrotnie pielgrzymował do Częstochowy narażając się na nieprzyjemności w tym jakże trudnym czasie dla Kościoła. Matce Boskiej Jasnogórskiej powierzał swoją ukochaną Parafię i każdego z bliskiej sercu wspólnoty.
W 1954 r. otrzymał zgodę kardynała Stefana Wyszyńskiego na sprawowanie liturgii w języku polskim, odprawianie Mszy twarzą do wiernych oraz czytanie tekstów przez świeckich razem z kapłanem. Parafia w Izabelinie była jednym z pierwszych miejsc w Polsce, gdzie w ten sposób odprawiana była Msza Święta.
Niewielka podwarszawska miejscowość stała się centrum życia liturgicznego, do którego przyjeżdżali księża i ludzie świeccy nieraz z bardzo daleka. Od samego początku gospodarzowi w tworzeniu miejsca pomagały Siostry ze Zgromadzenia Franciszkanek Służebnic Krzyża. Ciepło, troska i kobieca dłoń wyczuwalna była przez każdego kto choć raz odwiedził izabelińską plebanię. Siostry, a szczególnie śp. S. Klara Jaroszyńska zadbały też o spuściznę po ks. Alim. Dzięki temu do dzisiaj przetrwały zdjęcia, dokumenty, świadectwa…
W listopadzie 1959 r. rozpoczęła się nowa – tym razem już ostatnia choroba – nowotwór węzłów chłonnych. Pomimo kolejnych pobytów w szpitalach gorliwy ks. Aleksander nie przerwał swojej pracy. 10 stycznia 1962 r. w kościele św. Marcina wygłosił homilię w trakcie pierwszego nabożeństwa ekumenicznego
z udziałem przedstawicieli innych Kościołów chrześcijańskich. Msza św. odprawiona została w języku łacińskim. Wygłaszający homilię ks. Ali był tak wzruszony, że łzy spływały mu po twarzy, a słowa grzęzły w gardle na tyle, że nie był w stanie dokończyć homilii. Przed zejściem z ambony zdołał powiedzieć: „Bracia, niech nie wygasa nigdy ten płomień miłości ewangelicznej, który został dziś zapalony przez Ducha Świętego w naszych sercach”.
Z kilkumiesięcznego okresu poprzedzającego odejście ks. Aleksandra, który spędził w szpitalu, pochodzą najpiękniejsze listy do chorych i do parafian. – Cierpienie i ofiara tu na ziemi jest koniecznym dopełnieniem i zarazem świadectwem miłości. Gdyby Pan Jezus nie przypieczętował swojej nauki ofiarą i krwią, Ewangelia pozostałaby teorią, a tak stała się, i jest nieustannie życiem – Jego życiem i naszym życiem; jedynym życiem w Kościele – pisał w jednym z nich.
Swoje ostatnie kazanie proboszcz wygłosił w czasie sumy niedzielnej 2 maja 1965 r. Dziesięć dni później odprawił swoją ostatnią Mszę św. w Instytucie Onkologii w Warszawie. Szpital opuścił 26 czerwca powracając do swojego ukochanego Izabelina, gdzie zmarł w opinii świętości 15 lipca 1965 r. w pokoiku na plebani żegnany przez tłumnie odwiedzających go parafian i przyjaciół. Ostatnich sakramentów udzielił mu ks. Bronisław Piasecki. Pożegnanie odbyło się 17 lipca 1965 r. Uroczystościom przewodniczył ks. bp Bronisław Dąbrowski.
„Bóg jest Miłością” – cytat z Pisma Świętego z Listu św. Jana i credo życia Ks. Aleksandra wyryty jest na kamiennej płycie grobu ks. Aleksandra Fedorowicza. – Bóg jest Miłością. Mamy się z Bogiem spotykać, ale każde spotkanie wymaga wyjścia naprzeciw. Nie możemy być zamknięci w sobie, w swoim egoizmie, w swoich sprawach, w swoich troskach. Musimy się z nich wyswobadzać, wyrywać, tak jak skowronek ulatuje gdzieś tam wysoko w przestworzach, by śpiewać na chwałę Bożą. Musimy miłować Boga, miłować go ponad wszystko. Bóg jest Miłością i tak, jak promień słońca odbija się w każdej wodzie i w kropli rosy, i w najbrudniejszej kałuży, tak Bóg odbija się w każdym człowieku stworzonym na obraz i podobieństwo Boże. Bóg jest Miłością i tą miłością ogarnia człowieka (…) – mówił ks. Aleksander w kościele św. Anny w Warszawie w trakcie rekolekcji dla pielęgniarek w marcu cztery lata przed śmiercią.
Kolejni proboszczowie podtrzymują pamięć o ks. Alim. Każdego miesiąca w okolicy urodzin kapłana odprawiana jest Msza św. o rychłą beatyfikację. Wierni modlą się za wstawiennictwem swojego duchowego opiekuna wypraszając kolejne łaski. Jedna z kobiet po operacji i wielomiesięcznej walce wygrała z nowotworem. Wierzy, że zdrowie zawdzięcza m.in. swojemu pierwszemu proboszczowi, za którego wstawiennictwem modliła się do Boga. Dzięki wstawiennictwu duchowego Ojca kilka rodzin wyprosiło dla najbliższych pomyślne wyjście z zakażenia koronawirusem, zgodę w rodzinie i wyjście z uzależnienia… Ks. Aleksander kochał dzieci… Także intencje związane z najmłodszymi zanoszone są do Pana Boga przez Jego święte wstawiennictwo.
W swoich kazaniach ks. Ali najczęściej mówił o miłości, którą niósł innym pociągając ich do Boga i siebie nawzajem. Tę miłość wyrażał świadectwem swojego życia i tę Bożą miłość czuje się odwiedzając choćby na chwilę malowniczy Izabelin.
Magdalena Kamińska










